Obywatelu, zrób sobie dobrze sam

    BEZ CENZURY   Występują:  Mrozu, Skiba, Liroy, Julia Kamińska, Wojtek Tremiszewski,          Kacper Ruciński, Grzegorz Gzyl, Tymon Tymański.

„Obserwując zachowania decydentów, niejednokrotnie trudno oprzeć się wrażeniu, że zamiast służby mamy rządy. Zamiast dbałości o dobro wspólne, jest troska o dobro partyjne lub prywatne. Zamiast pokory, jest pycha…”

Podpisz, może uda się cokolwiek zmienić  www.obywateledecyduja.pl

Opowiadanie z torebką w tle: Murzyn

wbarzemlecznym1bByło zimne, jesienne popołudnie a na domiar złego padał deszcz, co o tej porze roku jest rzeczą naturalną ale z pewnością nieprzyjemną. Nasza bohaterka ociekająca wodą szła pospiesznie między kroplami deszczu omijając kałuże i energicznie spoglądając na zegarek. Miała jeszcze załatwić parę spraw a było już dość późno. Zmrok zdawał się bezlitośnie nadciągać. Joanna przeliczała czas jaki pozostał do odjazdu Pekaesu, którym miała wracać do domu. Liczenie nie szło jej najlepiej, myśli plątały się niczym przędza w niechlujnie zwiniętym motku. Wszystko to za sprawą pustego żołądka, który ściskał do granic wytrzymałości, blokując inne receptory w mózgu. „Zdążę. Jak się pospieszę to na pewno zdążę”- wysilała resztki działającego jeszcze umysłu. „Zaraz, tu gdzieś powinien być bar mleczny. O jest”. Spojrzała znowu na zegarek, a czyniła to z pełnym zaufaniem nie zdając sobie sprawy, iż komunijny czasomierz ma już wystarczająco duży przebieg aby nie chodzić punktualnie. Wykonała ogromny wysiłek umysłowy ustalając, że ma około dwudziestu minut wolnego czasu, który może przeznaczyć na zamówienie i skonsumowanie posiłku w „mleczniaku”. W mgnieniu oka pokonała trzy stopnie ubitych schodów, wprowadzających do lokalu z niedomykającymi się drzwiami wejściowymi a stającym się w tej chwili jej oazą szczęścia.

Będąc wewnątrz rozejrzała się i odetchnęła z ulgą. Oblegany przeważnie przez tłumy wygłodniałych rodaków bar dzisiaj świecił pustkami. Jedyni goście jacy raczyli przybyć na konsumpcję to trochę hałaśliwa młoda para i kobieta z wyglądającym na około dziesięć lat chłopcem. Joanna ruszyła w kierunku pustej lady z laminowanym blatem, za którą stała pokaźnych rozmiarów pani z obsługi. Kobieta miała na sobie biały, nieco poplamiony chałat, nie dopinający się z powodu obfitego biustu. Głowę wieńczył siateczkowy, biały czepek, spod którego wyłaniały się tłuste kosmyki ciemnych ale już lekko siwiejących włosów. Owa pani stojąca za kontuarem, choć zjawiskowo się jawiła w tej bieli na tle niebieskiej boazerii, nimfy w niczym jednak nie przypominała, tym bardziej, że jej wzrok urzekający raczej nie był a wręcz przeciwnie przyprawiał o dreszcze.

–  Jak długo będę czekała na zamówienie? – grzecznie zapytała Joanna.

–  A to zależy! – lakonicznie ale mało wyczerpująco odpowiedziała kobieta.

–  A od czego? – Ano co paniusia zamówi – odparła pytana

–  To ja poproszę o coś, co mogę dostać najszybciej – błagalnym głosem rzekła wygłodniała dziewczyna.

–  Helka, co tam dajesz najprędzej? – wykrzyknęła w stronę okienka kobieta a okienko o wdzięcznym imieniu Helka odpowiedziało chrapliwym głosem:

–   Zupę pomidorową z kluskami i ruskie – po czym dodało: – Ale ruskie wczorajsze.

–   No to dajesz – złożyła zamówienie obsługująca pani nie czekając na potwierdzenie Joanny.

zastawa Pod ścisłym nadzorem pracownicy baru Joanna wzięła z pojemnika ociekające jeszcze wodą aluminiowe sztućce i rozejrzała się za w miarę czystym stolikiem, posiadającym podobnie jak lada, laminowany blat. Postanowiła nie zdejmować płaszcza a to z powodu zimnego powiewu powietrza przedostającego do środka przez szparę w niedomkniętych drzwiach. Ale za to uznała, że dobrym posunięciem w oczekiwaniu na zamówiony obiad będzie skorzystanie z toalety, tym bardziej, że w lokalach były one schludniejsze niż publiczne na mieście.

Upatrzywszy stolik zostawiła sztućce i udała się za oznakowane kółkiem i równocześnie trójkątem drzwi w wiadomym sobie celu. Po powrocie zauważyła na ladzie ceramiczną białą misę z ubitym uchem, z niebieską  otoczką i napisem „Społem”, zawierającą gęsty pomarańczowy płyn oraz płytki talerz w tym samym tonie, z ośmioma przyrumienionymi pierogami, okraszonymi przysmażoną cebulką z dużą ilością tłuszczu. Zabierając swój zamówiony posiłek zerknęła na cennik i rzuciła w stronę niczym nie przypominającej nimfę kobiety, nadal bezczynnie tkwiącej na swoim miejscu:

– Już płacę – szybko dodając: – Poszukam tylko drobnych.

Odstawiła talerze na miejsce obok sztućców, zdjęła z ramienia swoją nową śliczną, czarną torebkę, powód zazdrości koleżanek i poczęła w niej grzebać w poszukiwaniu pieniędzy. Namacała kilka monet, wyliczyła potrzebną kwotę, resztę wrzuciła ponownie w czeluść lśniącej torebki, po czym przewiesiła swoje cacko i powód dumy przez oparcie krzesła. Zadowolona z siebie podeszła do lady. Kładąc pieniądze na specjalnie przygotowanym spodeczku, zerknęła czy pani w białym czepku, która zdawała się już zapuścić korzenie w płytki PCV, dostatecznie dobrze widzi wypłacaną kwotę. Po aprobującym pomruku kobiety, odwróciła się aby podążyć w kierunku swojego raju dla podniebienia.

I … pozytywne emocje w jednej chwili opuściły naszą bohaterkę a niczym grom z jasnego nieba padła na nią wściekłość. „Co jest do licha, przecież to jest moje jedzenie, za moje pieniądze, cholera, kto śmiał?” – poirytowana przeklinała w myślach. Energicznym krokiem podeszła do siedzącego tyłem do niej, mocno opatulonego w szalik i wełnianą czapkę mężczyzny.

A ten, jak gdyby nigdy nic, przysiadłszy się do jej stolika, rozpoczął spożywanie zupy. Już stos obraźliwych słów spoczął na końcu jej różowego języka, mając wypłynąć niczym lawa z wulkanu, gdy Joanna zauważyła, że tym mężczyzną jest … murzyn, po prostu zwykły murzyn. To znaczy nie taki znowu zwykły, no bo w końcu ilu murzynów spotyka się na co dzień w naszym kraju? Gniew, który dopadł ją w krótkiej chwili, równie szybko został zastąpiony przez uczucie o zupełnie innym zabarwieniu emocjonalnym.

Tak, w sercu dziewczyny zrodziło się współczucie. Bo oto ma przed sobą biednego mieszkańca krajów trzeciego świata, gdzie panuje głód, szerzą się choroby, a losem biednych ludzi nikt się nie przejmuje. Joanna wie coś na ten temat. Niejedno widziała w Dzienniku Telewizyjnym. „ Biedak, pewnie przyjechał szukać pomocy. No bo niby gdzie jej ma szukać, w imperialistycznych zachodnich, państwach albo nie daj Boże w Ameryce. Tam przecież działają ci mordercy z Ku Klux Klanu. A apartheid w RPA.” Dziewczyna wzdrygnęła się na samą myśl o strasznym życiu swojego współbiesiadnika. I chociaż ów ciemnoskóry, młody mężczyzna na wygłodzonego i uciemiężonego nie wyglądał kontynuowała swój myślowy monolog. „Pewnie ma na utrzymaniu dzieci i żonę. Tu z pewnością znajdzie pracę i pomoc. W naszym kraju żyją dobrzy i tolerancyjni ludzie”. Siadając obok mężczyzny obdarzyła go uśmiechem, najszczerszym na jaki tylko mogła się zdobyć. Ten odwzajemnił się jej tym samym ale oprócz uśmiechu na jego twarzy malowało się leciutkie zdziwienie. „No co, nie spodziewałeś się takiej reakcji, myślałeś pewnie, że zrobię ci karczemną awanturę za to, że podjadasz mój obiad. Jedz kochaniutki, niech ci wyjdzie na zdrowie”. Teraz w myślach zwracała się do swojego towarzysza.images

Sięgając po talerz z drugim daniem posłała kolejny ujmujący uśmiech, który podobnie jak pierwszy został odwzajemniony ale z coraz większym zaskoczeniem. Zdziwienie musiało właściwie osiągnąć apogeum, gdyż prawa ręka murzyna, trzymająca łyżkę wypełnioną zupą znieruchomiała. Usta zaś szeroko otwarte zdawały się niecierpliwie wyczekiwać na zawartość tejże łyżki.

Joanna, pochłonięta jedzeniem nie zwracała już uwagi na przyglądającego się jej mężczyznę. Pałaszowała nieco przyschnięte pierogi z takim apetytem, jakby to ona wróciła właśnie z zagłodzonej Afryki. Tłuszcz, którym okraszone było jadło spływał jej z ust po brodzie, ale pośpiech z jakim jadła nie pozwalał na otarcie. Po ostatnim kęsie nawet nie spojrzała na stolik wiedząc, że serwetnik i tak jest pusty.

Nie obracając się sięgnęła po torebkę, w której miała komplet kolorowych chusteczek do nosa. Jakież było jej zdziwienie, gdy nie namacała najbardziej wartościowego przedmiotu jaki miała przy sobie. Odwróciła się jeszcze z niedowierzaniem chcąc zmysł dotyku wspomóc zmysłem wzroku, lecz bez rezultatu. Przerażona już do granic wytrzymałości zaczęła rozglądać się po sali jakby chcąc ustalić sprawcę zniknięcia torebki. Nagle jej wzrok padł na sąsiedni stolik, na którym obok sztućców, znajdowała się ceramiczna miseczka z ubitym uchem i mocno wystudzoną zawartością oraz talerz z przyrumienionymi pierogami. Obok stolika stało metalowe krzesło, identyczne jak to na którym siedziała z tą różnicą, że zdobiła go czarna, lakierowana torebka przewieszona przez oparcie.

–    O matko boska!- krzyknęła Joanna i gwałtownie uniosła się z krzesła.

Wybiegając w pośpiechu z baru wyrwała torebkę a zrobiła to z takim impetem, że krzesło na którym wisiała z wielkim hukiem przewróciło się.

–    Dżywny kraj i dżywny ludży – łamaną polszczyzną powiedział murzyn i pochylił się nad białą, ceramiczną miską z jednym uchem, w której stygła zupa pomidorowa z kluskami.

images (2)

Historia żółtej …

atrybut-300x225   Nie nie, to nie będzie historia żółtej ciżemki ale historia damskiej torebki. Chcąc lepiej wypaść postanowiłam pogrzebać nieco       w necie aby zdobyć jakieś ciekawe informacje na ten temat. I o zgrozo we wszystkich internetowych publikacjach wspominają, że torebka damska pojawiła się na przełomie XVII i XVIII wieku a jej prawdziwa eksplozja nastąpiła od II połowy XIX wieku. Nie wiem jak wy moje drogie czytelniczki i być może drodzy czytelnicy ale ja dostałam gęsiej skórki, bo jeżeli na innych stronach w.w.w. czytamy, że „torebka damska to nieodłączny atrybut prawdziwej kobiety” to czy nie znaczy to, że przed pojawieniem się tego nieocenionego dodatku na świecie istniały wersje prototypowe kobiet. Być może wyolbrzymiam sprawę ale przyznacie sami, że coś tu nie gra. Mimo mojej nieograniczonej jak przestrzeń kosmosu fantazji za nic w świecie nie mogę wyobrazić sobie kobiety choćby bez maleńkiego worka jutowego. Moja dociekliwość wykazała, że torebki i ich historia to niczym teoria ewolucji Darwina.

MĘŻCZYŹNI – PROPAGATORZY TOREBEK

Pierwowzory torebek czyli coś co służyło do noszenia niezbędnych w codziennym życiu przedmiotów pojawiło się z pewnością gdzieś około epoki kamienia łupanego i wyglądało podobnie jak teraz majtki stringi, tylko wykonane z pnączy liany. Na tych „sznureczkach” wieszano archetypy noży zrobionych przypadkowo z obłupanego kamienia. No i oczywiście nosili to mężczyźni, którzy większość czasu spędzali poza grotą, zdobywając pożywienie dla słabszych współplemieńców czyli kobiet, dzieci i starców. Zatem z pełnym przekonaniem należy uznać mężczyzn za pierwszych propagatorów torebek albo czegoś co miało się w nią przeobrazić. Oni wdrożyli w życie i rozpowszechnili pierwszą wersję torebki, która zaczęła ewoluować w przeciwnym kierunku niż owe majtki i znacznie dłużej.

majtkiEwolucja stringów

chemia

Podstawowe wyposażenie torebek damskich w Imperium Rzymskim

 

POWOLNY ALE SKUTECZNY ROZWÓJ                                                        

Dalej choć powoli, ale było już z górki. Narzędzia do codziennych czynności i broń rozwijały się z biegiem czasu, zatem i sposób ich noszenia też ulegał zmianie. Potem pojawiła się mamona i tu panowie w obawie przed wścibskimi babami wymyślili woreczki uwiązane do pasa, w których nosili monety, rzeczy osobiste i drogocenne przedmioty. Niestety mężczyźni estetami raczej nie są, więc nie przywiązywali uwagi do ich wyglądu. Za to kobiety zrozumiawszy, że one też posiadają cenne klejnoty, których istnienie należałoby trzymać w tajemnicy przed zazdrosnym mężem urozmaiciły owe worki nadając im wygląd bardziej efektowny. Ponadto w workach tych namiętne panie nosiły znane już afrodyzjaki i pachnidła, aby nęcić swojego ukochanego, którym nie zawsze a raczej rzadko bywał mąż. Były to czasy bardzo odległe a mianowicie Egipt za czasów faraonów. Pierwsze torebki można nawet zobaczyć na starożytnych egipskich hieroglifach. Podobnie zresztą kobiety helleńskie i rzymskie nosiły owe woreczki, przy czym te drugie często ukryte pod tzw. stolą czyli tuniką. W ten sposób chowały  truciznę z jadu żmii, przy pomocy której dokonywały eutanazji, niekoniecznie za zgodą bezpośrednio zainteresowanej osoby.

 

 

OD ŚREDNIOWIECZA DO TERAZ                                               Broń używana w czasie pojedynków                                                                  images-2

W średniowieczu znowu mężczyźni mocno zaangażowali się w popularyzację worków. Nosili je u boku z wielką godnością i chyba dla równowagi. Potem w XVII wieku przyszła kolej na niewielkie sakiewki zwane „jałmużniczkami” wykorzystywane też przez panie do kwestowania. Panom służyły do przechowywania żetonów w czasie gier hazardowych. Za prototyp torebki można uznać też kieszeń skrywaną pod fałdem spódnicy, gdzie znalazły swoje miejsce flakoniki z perfumami przewiązane wcześniej wstążką na szyi. Ta forma nie znalazła jednak aplauzu, gdyż w czasie przypadkowych uniesień miłosnych niedokręcone flakoniki z perfumami rozlewały spod damskiej spódnicy zapach rozkoszy na garderobę amanta. Ten przez dłuższy czas mógł być „wywąchany” przez męża oblubienicy, co skutkowało niepotrzebnym pojedynkiem.  Potem panie, które nie wiadomo z jakiego powodu uznane zostały przez panów za istoty leniwe, chcąc obalić ten mylny osąd wlokły za sobą tzw. pompadurkę zaopatrzoną w akcesoria do szydełkowania i jak się do mówi w młodzieżowym slangu ściemniały, że coś robią.

Dość istotnym wydarzeniem historycznym była Rewolucja Francuska, która odcisnęła swoje piętno nie tylko w sferze politycznej ale też wprowadziła radykalne zmiany w modzie.  Szykowne kobiety zaczęły nosić małe torebeczki, które stały się nieodzownym dodatkiem damskiej garderoby. Wzbudzały one niezwykłe zdziwienie i wesołość, stąd nazwa „śmiesznotki”. Przełom XIX i XX wieku to już nawet nie rzęsisty deszcz ale potężna ulewa spadająca w różnych odsłonach damskich torebek. Dokonuje się podział w zależności od miejsca, czasu i użyteczności na torebki: przedpołudniowe, popołudniowe i wieczorne, eleganckie i codzienne, plażowe, teatralne, balowe itd.

I tak zostało do dzisiaj. Głowa boli od tych rozmaitości.  Można by pomyśleć, że to kobiety wykazały się twórczą wyobraźnią. Dzięki Bogu są jeszcze mężczyźni, którzy rozumieją nas, biedne, kruche istoty. I nie są to nasi mężowie, tylko projektanci mody. Ale drogie panie nie dajmy się zwariować!

 

Co mieści damska torebka?

 

pobrane

Damska torebka – nieodłączny atrybut zdecydowanej większości kobiet, dodatek damskiej garderoby i podręczny magazyn „niezbędników”. Wzbudza ogromne zainteresowanie wbrew pozorom nie tylko wśród pań. Mężczyźni choć powody są może bardziej przyziemne z ciekawością przyglądają się tym artykułom noszonym przez płeć piękną. Powód jest oczywiście bardzo prosty i prozaiczny. Panowie próbują dociec jak to jest możliwe, że damska torebka mieści rzeczy, które jednocześnie może wykorzystać ślusarz, hydraulik, mechanik i Bóg wie kto jeszcze. No cóż panowie, główka pracuje. Wyobraźni i pomysłowości to możecie nam tylko pozazdrościć bo tego poziomu mimo waszych ogromnych starań i poświęceń nigdy nie osiągniecie. MacGyver jest kobietą!
Ale do rzeczy. Torebki damskie w zależności od zastosowania dzielą się głównie na: wizytowe, które wykorzystujemy na eleganckie wyjścia oraz podręczne do codziennego użytku. Te ostatnie wzbudzają wiele emocji, ponieważ mają największe zastosowanie. Mogą to być zatem duże torby plażowe, mieszczące pełny asortyment bieliźniarski i kosmetyczny. Do nich można zaliczyć również małe torebki na spacer typu listonoszki, które i tak wyposażone są w cały arsenał antyterrorystyczny. No i oczywiście torby do pracy zawartość których, to nie kończąca się lista przeróżnego rodzaju przedmiotów o niekoniecznie znanym zastosowaniu. Nie dziwi mnie zatem fakt, iż moje dwie koleżanki o wdzięcznym imieniu Anna, wśród wielu rzeczy wyposażone są także w młotek, śrubokręt, kombinerki, odmrażacz do zamków (nawet latem), brzeszczot, klucz francuski i tym podobnie.
Nie ujmując nic torebkom wizytowym należy wspomnieć, że te mieszczą jedynie komórkę, chusteczki higieniczne i zapasowe rajstopy. I jeszcze kosmetyczkę, którą można znaleźć w każdej torebce a która zdaje się być wykonana z gumy, gdyż zawiera szereg komponentów charakteryzatorki teatralnej. Dwie inne koleżanki: Basia i Ania (przypadek?) na okazyjnym przyjęciu w swoich wizytowych torebkach miały półlitrowe flakony z perfumami, po to aby co 10 minut poczuć świeżość. Perfumy znalazły również inne zastosowanie. A mianowicie wyparły odświeżacz do ust, który i tak nie zmieściłby się już w małej, eleganckiej torebce.

Na koniec muszę jeszcze obalić stwierdzenie, że jedyne co zawierają damskie torebki to bałagan. Jest to wniosek mijający się z prawdą i bardzo krzywdzący panie. To jest twórczy, przemyślany nieład, który swoim bytem może w razie potrzeby uratować niejedno ludzkie życie. Amerykańscy naukowcy udowodnili, że zawartość typowej damskiej torebki pozwala na to aby przeżyć w dziczy przez pół roku, z zachowaniem świeżości i elegancji.